search

The World As I See It

The photography and blog of Marcin 'Rambo' Roguski
Rambo's blog » Jak (dobrze) zrobić sequel
Created on 2014-06-27 11:40, last modified on 2014-07-08 8:43

20. czerwca na ekrany polskich kin weszła długo oczekiwana druga część przygód Wikinga Czkawki i jego towarzysza, smoka Szczerbatka – “Jak wytresować smoka 2”. DreamWorks Animation nie miała ostatnio szczęścia do sequeli – od raczej przeciętnych kolejnych części Shreka, poprzez prawie niezauważony mimo mocnej promocji Madagaskar 2. Nie jest zresztą jedyną wytwórnią z takimi problemami. Czy tym razem sprostała oczekiwaniom?

Berk – rodzimą wyspę Czkawki – odwiedzamy pięć lat po zakończeniu oryginalnego filmu. Wikingowie włączyli smoki do swojego codziennego życia: teraz każdy ma swojego – jest nawet “smoczara” (ekwiwalent współczesnych “kociar”). Czkawka, wcześniej odrzutek i samotnik, teraz jest poważanym i lubianym członkiem społeczności. Astrid, obiekt jego miłości, odwzajemnia jego uczucia. Jego ojciec, Stoik Ważki – wódz tej grupy Wikingów widzi w nim swego następcę. Wszystko sprawia, że Czkawka mógłby być szczęśliwy – jednak tak nie jest. Większość czasu spędza ze swoim smoczym przyjacielem, przemierzając i mapując dotąd nikomu nieznane obszary. Ciągle nie może się odnaleźć w tym świecie. Przyjdzie mu jednak zweryfikować swoje idealistyczne podejście do ludzi i smoków, gdy spotka bezwzględnego Drago Krwawdonia oraz kogoś bardzo mu bliskiego.

©DreamWorks Animation LLC

©DreamWorks Animation LLC

Fabuła filmu nie jest niczym nowym ani odkrywczym – mapowanie świata jest raczej łatwą do zauważenia alegorią mapowania własnego życia i znajdowania swojego miejsca. Takim samym jest starcie ze swoim alter ego: tezy i antytezy charakterów – bohatera i antybohatera – które rozwinęły się w przeciwnych kierunkach poprzez sploty wydarzeń w ich życiu. Najbardziej nasuwa się porównanie z raczej niesławnym Star Trek: Nemesis – gdzie zarówno kapitan Jean-Luc Piccard jak i komandor Data natrafiają na swoje “lustrzane odbicia” – pełnego ciemności Pretora Shinzona (sklonowanego przez Romulanów Piccarda), oraz niezręcznego i “pustego w środku” androida B-4 (before, prototyp Daty). Przekaz jest jasny: to nasze aspiracje i wola ich osiągnięcia czynią z nas tych, kim na prawdę jesteśmy i kim możemy się stać. Zderzenie z bezwzględną rzeczywistością pozwala Czkawce zweryfikować swoje ideały i wejść w dorosłość, w czym pomoże mu także Szczerbatek. Takie zestawienie czyni ten film zupełnie innym od swojego pierwowzoru – nieco naiwnego, ale przez to tak bardzo podbijającego serca widowni. Film jest zdecydowanie ciemniejszy – bardziej dorosły, a stawiane przezeń pytania zrozumieją bardziej dojrzali odbiorcy.

Nie dajcie się jednak zmylić: wszechobecny i przekorny humor da satysfakcję z filmu także i najmłodszym widzom. Zarówno wizualne gagi jak i dialogi są inteligentne i bardzo “na czasie”, a i przez niektóre sceny zakręciła mi się łezka w oku.

Film jest perfekcyjny wizualnie: mimo iż animowany, świat Czkawki zdaje się żyć własnym życiem a krajobrazy, mimo iż istniejące tylko jako bity i bajty, wyglądają realistycznie i pociągająco. DreamWorks Animation uniknęła tym razem wielkiego grzechu poprzednich filmów – wszelkie flagowe nowinki są tym razem dyskretne i subtelne, mimo wszystko ukazując wielki postęp w animacji komputerowej. Również warstwa akustyczna nie pozostawia wiele do życzenia: zarówno efekty dźwiękowe, odgłosy i ryki wydawane przez smoki stwarzają iluzję naturalności i prawdziwości świata w filmie. Zostaje muzyka – John Powell powrócił, by skomponować ścieżkę dźwiękową do filmu, a ta nie zawodzi. Co prawda nie ma w nim już tak kultowych kompozycji jak Forbidden Friendship (tło zabaw Czkawki i Szczerbatka nad jeziorem) albo The Test Drive (pierwszy wspólny lot) z pierwszej części, jednak duch pierwowzoru został w nowym filmie zachowany i “uaktualniony” do oczekiwań publiczności.

Jest jednak coś, co trochę nęci ten doskonały obraz, jednak nie jest to winą twórców filmu: polski dubbing. Podczas gdy początkowe sceny filmu jeszcze jakoś oddają klimat oryginalnych dialogów włącznie z naśladowaniem oryginalnej, angielskiej intonacji, później zaczyna być coraz gorzej, by na końcu stać się zamiennie patetyczno-pompatyczną papką bez polotu, tak jakby zarówno polscy aktorzy jak i producenci dubbingu mieli już dość nagrań.

Więcej zastrzeżeń mam jednak do samego rozwoju akcji. Ten film powinien być dłuższy niż 104 minuty. Przynajmniej o godzinę dłuższy. Oczywiście decyzja twórców jest jasna – film przeznaczony przede wszystkim dla dzieci nie powinien być za długi, ale mam wrażenie, że ucierpiała przez to zwłaszcza jego druga połowa. Rozwój wydarzeń, mimo ich dynamiki, jest zbyt długo dość powolny aby z minuty na minutę nabrać impetu, aż w końcu osiągnąć kulminację bardzo daleko pod koniec filmu, przez co można odczuć, że jest ona nieco z rodzaju deux ex machina. Tak samo ucierpiała postać Drago, który, pomimo jasno narysowanej historii i motywów, nie ma głębi – jest raczej niewyróżniającym się, rodzajowym czarnym charakterem, z którym nie można ani negocjować ani utożsamiać ale przede wszystkim znaleźć jego duszy. Drago jest zły, bo jest zły – koniec, kropka.

SPOILERS AHEAD: O nieczytanie następnego akapitu proszeni są wszyscy ci, którzy nie widzieli zwiastunów i innych recenzji…

Najbardziej chyba kontrowersyjna jest jednak Valka, matka Czkawki. Została ona wprawdzie potraktowana przez twórców bardziej troskliwie – możemy poznać jej historię, zobaczyć piękno uczuć, jakimi ona i Stoik ciągle się darzą (mimo iż był przekonany, że została zabita przez smoka) oraz analogię pomiędzy nią a samym Czkawką, jednak to wytłumaczenie dlaczego zniknęła z jego życia przez ostatnie dwadzieścia lat jest najbardziej kontrowersyjne: co najmniej “wygodne” dla fabuły. Oczywiście nie jest całkowicie nielogiczne – znane są z realnego świata przykłady różnorakich aktywistów, którzy rzucali wszystko w doczesnym życiu by całkowicie oddać się szczytnemu celowi – jednak w przypadku matki… to po prostu jest zgrzyt.

Podsumowując: Jak wytresować smoka 2 jest filmem bardzo udanym, jednak nie pozbawionym wad. Na jego korzyść przemawiają wspaniała fabuła, oraz oprawa wizualna i dźwiękowa. Jeżeli przyjmuje się opowiadaną historię bez długiego zastanawiania się nad nią, nawet małe zgrzyty i nieścisłości, które zdarzają się jej twórcom od czasu do czasu, ujdą naszej uwadze i film będzie bardzo przyjemną rozrywką. Przede wszystkim jednak, mimo iż nie ma już takiej “słodyczy” oryginału, jest jego godną kontynuacją – i chyba o to właśnie chodzi.

No Comments »

No comments yet.

Leave a comment

Rambo's blog » Jak (dobrze) zrobić sequel